Niekompetentna i źle zarządzana służba medyczna bywa bardziej zabójcza od samej epidemii!

Około 2 miesiące temu media nieśmiało zaczęły przebąkiwać o groźnym bakcylu, który może dokonać równie wielkich spustoszeń wśród ludzkości, co grypa hiszpanka czy średniowieczne zarazy dżumy oraz ospy.
Jak to się mówi: „ten wirus ma zabójczy potencjał”,
głównie z tego powodu, że
-nie są jeszcze dokładnie poznane mechanizmy jego rozprzestrzeniania się,
-gatunek homo sapiens sapiens nie jeszcze wykształcił mechanizmów immunologicznej samoobrony,
-postępujące przeludnienie na terenach wielkich aglomeracji wręcz uniemożliwia zastosowanie skutecznej kwarantanny.
Niestety, nawoływania konstruktywnie myślących krytyków niekontrolowanej globalizacji, ostrzegających od kilku lat, iż lawinowo narastający transfer towarów i ludności MUSI doprowadzić do katastrofy biologicznej w postaci zabójczej dla ludzi i gospodarki epidemii, a nawet pandemii, zostały, jak zawsze, zakrzyczane przez intelektualne prostytutki, często z naukowymi cenzusami, które wysługując się za solidne tantiema ponadnarodowym syndykatom, wykazywały, iż nic nikomu nie grozi w większym stopniu, co udział w ruchu drogowym.
Zacznijmy więc od skróconego opisu mechanizmu powstawania epidemii.
Aby w ogóle mogła wybuchnąć epidemia, potrzeba jednoczesnego spełnienia kilku warunków, bo sam wredny bakcyl to za mało!
Kluczem jest to, czy zarazki znajdą sposób na kolonizowanie coraz większego obszaru, czyli czy znajdą jakiegoś kuriera, który sam nie doznając szkody będzie mógł niepostrzeżenie zarażać nowe ofiary.
Zwykle w tej roli najlepiej sprawdzają się insekty, a zwłaszcza latające owady, na tyle małe i mobilne, że bez problemów, a co gorsza niezauważone, są w stanie pokonać naturalne lub sztuczne bariery, dostarczając zabójcze bakcyle na dystans nawet wielu kilometrów od ogniska.
Istnieją też wiarygodne teorie, że groźne dla ludzi wirusy trafiają na Ziemię za pomocą tak zwanej panspermii, czyli wprost z kosmosu w meteorytach, dobre pytanie czy to proces naturalny, czy może istnieją jakieś nieżyczliwe gatunkowi homo sapiens sapiens kosmici, którzy próbują w ten sposób oczyścić z Człowieka Ziemię, albo unicestwić jego rozwój cywilizacyjny.
Jedno jest jednak bezdyskusyjne, jesienią zeszłego roku, w pobliżu Ziemi przeleciała duża asteroida o dość nietypowym, jak na asteroidę, kształcie cygara, a co jeszcze ciekawsze, wedle trajektorii jej lotu, NIE MOGŁA pochodzić z Układu Słonecznego, tylko z przestrzeni spoza naszego układu gwiezdnego!
Jakby ktoś nie wiedział, obliczono, że NAJEFEKTYWNIEJSZYM sposobem na podróże międzygwiezdne byłoby wykorzystanie w roli statku kosmicznego dokładnie odpowiednio zaadoptowanej asteroidy, bo takie rozwiązanie gwarantuje nie tylko rozwiązanie problemów pomieszczenia niezbędnych zapasów, ochrony przed zabójczym środowiskiem kosmicznym, ale również zapewnia niezbędne dla przeżycia pasażerów pole grawitacyjne na potrzebnym poziomie.
A skoro w meteorytach znaleziono struktury przypominające proste formy życia, pozostaje pytanie:
czy ktoś, a jeśli tak, to w jakim celu je tam zaimplementował!
Asteroidy, które potem spadają na Ziemię w postaci meteorytów, SĄ ZBYT MAŁE aby mogły wytworzyć niezbędne do zachodzenia złożonych reakcji chemicznych pole grawitacyjne!
Zatem jeśli nikt w nich nie implementował prostych form życia organicznego, TO MUSIAŁYBY być pozostałością jakiejś tętniącej życiem biologicznym skalnej planety, a z tego co wiemy, takie ciała niebieskie samoistnie nie eksplodują, a jeśli nawet doszłoby do kosmicznej kolizji, to ich resztki nie zostałyby rozrzucone poza przestrzeń orbity, wyznaczonej siłą grawitacji układu.
Jak to oficjalnie niedawno podał podczas oficjalnego parlamentarnego przesłuchania były członek kanadyjskiego rządu, WCALE NIE JESTEŚMY SAMI W KOSMOSIE!
Wedle jego słów, wiadomo o przynajmniej czterech obcych cywilizacjach mających oskomę na kolonizację Ziemi i przynajmniej jedna z tych cywilizacji dąży do sprowadzenia Cywilizacji Człowieka do poziomu średniowiecznego ciemnogrodu, stojąc za sianiem nieusprawiedliwionych niepokojów na bazie religijnego fundamentalizmu i mistycyzmu.
Zostawmy jednak na boku akademickie dywagacje na temat pochodzenia nękającego obecnie Ludzkość koronawirusa SARS-CoV-2, który zdaje się przełamywać zastosowane ostre kwarantanny,
skupiając się na tym, jak skutecznie obronić się przed wybuchem zabójczej epidemii, porównywalnej do grypy hiszpanki, która zabiła więcej ludzkich istnień niż 1. wojna światowa.
Jak można wyczytać, praktycznie nie ma możliwości technicznych wyprodukowania masowo stosowanej szczepionki przeciwko koronawirusom, gdyż większość z nich można dziś hodować jedynie na podłożu pochodzenia ludzkiego i to pochodzącego z tkanek układu oddechowego. A do wyprodukowania szczepionki dokładnie potrzeba sztucznie hodowanych, zmodyfikowanych do nieinwazyjnej postaci wirusów.
Trzeba też jasno przyznać, iż poza szczepionkami, współczesna medycyna akademicka NIE ZNA skutecznego panaceum na bezpośrednie leczenie ostrych infekcji wirusowych!
Co ciekawe, o wiele skuteczniejsi od akademickich lekarzy w realnym, a nie tylko objawowym, zwalczaniu skutków infekcji wirusowych są praktykujący zielarze, ale z kolei im korporacyjna mafia lekarsko-farmaceutyczna zabrania leczyć chorych ludzi!
W skrócie chodzi o to, aby farmaceutyczna mafia miała monopol gwarantujący legalnie uprawianie rozboju cenowego wzmocniony administracyjnym zakazem ordynowania przez lekarzy terapii opartej na znanym od zarania ludzkości ziołolecznictwie.
W zasadzie wróciły czasy średniowiecza!
Z tą różnicą, że w średniowieczu zielarzy palono na stosach oskarżonych o czary i konszachty z Szatanem, a dziś nęka się ich sankcjami finansowymi i więzieniem, bo w przeciwieństwie do korporacyjnych medyków, nie mają możliwości wykupienia polis OC, chroniących skutecznie przed odpowiedzialnością cywilną w przypadku nieuchronnych i niezamierzonych zastosowań błędnych terapii.
Więc jak by nie dywagować, jedynym dziś skutecznym przeciwdziałaniem przeciwko wybuchowi epidemii wywołanej wirusem SARS-CoV-2, jest ścisłe stosowanie kwarantanny wobec WSZYSTKICH osób mogących mieć styczność z ognikami zachorowań!
NIE TYLKO TYCH Z OBJAWAMI ALE WSZYSTKICH, bo w większości przypadków infekcja prawdopodobnie przebiega bezobjawowo!
Co w praktyce oznacza, że zakażać mogą osoby uznane w wyniku nader pobieżnych badań za zdrowe!
Na przykład taki Zorro rzadko gorączkuje, a jeśli już, to niewiele powyżej 37oC, a co ciekawe jest to u niego dziedziczne. Z drugiej strony Zorro zna osobę, której normalna ciepłota ciała wynosi 37,2oC, więc w każdej chwili może liczyć na zwolnienie lekarskie, bo jakiś półgłówek ze stetoskopem uznał, że obłożna infekcja zaczyna się od 370C i basta!
Kolejnym nonsensem jest obowiązujące wśród decyzyjnych lekarzy przekonanie, iż zaraża JEDYNIE pacjent z objawami infekcji.
TO BZDURA!
Proces infekowania otoczenia następuje w kilka godzin po przełamaniu przez wirus bariery immunologicznej ofiary, bo zanim wystąpią u niej objawy infekcji, wirus MUSI się na tyle mocno namnożyć, aby organizm uruchomił reakcję obronną w postaci gorączki, próbując tym sposobem ugotować intruza. Taki stan trwa w przypadku koronawirusa około 3 dni, osoba zainfekowana odczuwa niedogrzanie, zaś pomiar ciepłoty ciała wykazuje obniżoną temperaturę.
Statystyczny człowiek sięga więc wówczas po reklamowane na każdym kroku „cudowne specyfiki”, których realne działanie sprowadza się do uśmierzenia dyskomfortu bólowego i ustabilizowania ciepłoty ciała.
Tak więc przed oblicze lekarza stawia się pacjent już w stanie ostro zainfekowanym, lub z powikłaniami, poczęstowawszy bakcylem wszystkich wokół.
Ale to nie koniec złych informacji!
Akademiccy lekarze, oprócz wytrenowanej do perfekcji umiejętności łupienia z dorobku życia swoich pacjentów, cechują się wręcz ignorancją wobec otaczającej nas Natury!
Najlepszy obraz skali tego szalbierstwa mieliśmy okazje sobie pooglądać w telewizorniach, gdzie to dwaj lekarze z tak zwanymi tytułami, ogłupiali gawiedź sugestiami, jakoby skutecznie można się obronić przed zakażeniem wirusem częstym myciem rąk i reszty ciała.
W zasadzie, zdaniem Zorra, to dobrze się stało, że obaj łapiduchy „poszły w politykę”, przynajmniej praktykuje o dwóch szarlatanów mniej!
Rzecz w tym czyścioszki, że skóra, a dokładniej na niej bytujące mikroorganizmy, stanowią pierwszą linię obrony przed wszelakimi infekcjami! Czasem tam intensywnie prowadzone „walki obronne” mogą nawet powodować stany alergiczne, ale to z tego środowiska płynie zwykle pierwsze ostrzeżenie dla układu immunologicznego o infekcyjnej agresji.
Więc częste mycie, do tego z użyciem agresywnych środków chemicznych, takich jak mydło, usuwa tę warstwę ochronną, wręcz zapraszając chorobotwórcze bakcyle do siania infekcji!
Tak więc znane powiedzenie: „częste mycie skraca życie” wcale nie jest niedorzecznym usprawiedliwieniem braku dbałości o higienę, ale ważną wskazówką co do tego, aby bez potrzeby nie nadużywać środków czystości.
Czysta i miękka woda nikomu nie zaszkodzi, ale już zamiast mydła, czy żelu, wystarczy pokryć zabrudzoną skórę delikatną oliwką lub tonikiem i zmyć ją w ciepłej wodzie. Tak robili w starożytności i jakoś nie doświadczali masowych zakażeń „chorobami brudnych rąk”, ani też nie chodzili brudni lub cuchnący.
Całość na: https://www.salon24.pl/u/el-zorro/1023843,koronawirus-jako-kara-za-pazernosc-swiatowych-syndykatow
Lecz się skutecznie!
Zioła wzmacniające odporność organizmu – skutecznym suplementem